Te kilkadziesiąt kartek kalendarza temu, te kilka tysięcy cyknięć zegara temu pozwoliłam sobie na to by uczucia za bardzo mnie przygniotły, rozszarpały od wewnątrz. Zadały mi chyba zbyt dużo ran i powoli wykrwawiłam się z wszelkich słów. Umarłam. Zasnęłam na wieki. Tamta Lilithiel umarła. Wyzbyłam się pięknych metafor, przenośni, tych słów, które tak słodko rozpuszczały mi się na języku i może były bolesne, ale niosły ze sobą ukojenie i satysfakcje. Teraz jestem pusta i głupia. I czuję się taka nie taka. Taka prosta, obojętna, bezbarwna.
I mimo że rano wstaję to jestem jak maszyna. Działam mechanicznie, już nawet nie myślę, nie mam myśli. I wolałam już płakać, snuć sie z kąta w kąt, nie spać całe noce, niż być taka...
Taka jak bym umarła już dawno, a przecież żyje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz